Vipassana – mój spacer po ciszy

Pojechałam, żeby stać się trochę święta. Liczyłam na oklaski. Właściwie już biły w moich uszach. Dudniły jak stado spłoszonych dzikich koni.

A jednak okazały się złudzeniem. Nie było dźwięków. Nie było żadnej widowni. Otuliła mnie cisza. Łapczywie pochłaniała kawałek po kawałku mojego ciała. Rozpulchniła każdy por mojej skóry i zaczęła sobie mościć we mnie gniazdko, jakby już za chwilę miały pojawić się młode.

Czytaj dalej

Po pomoc do Jack’a White’a

Grozi powodzią.
Codzienne obowiązki wylewają się z notesu i kapią coraz intensywniej na moje biurko.

Jeszcze chwila i wybija 17.00. Staję do bloków startowych. Do biegu gotowi. Ruszam! Mknę do samochodu. Po drodze potrącam drobną staruszkę. Przepraszam ją pospiesznie i podaję upuszczoną laskę. Przebiegam przez grupkę znajomych dopalających papierosa. W końcu dopadam klamkę swojego samochodu.

Czytaj dalej